Fara
Klasztor
Muzeum
Błonia
Ratusz
Scena
Zamek
Wschowa – Miasto Królewskie
Historia na wyciągnięcie ręki
Wschowa – dawne miasto królewskie, usytuowane na strategicznym pograniczu Wielkopolski i Śląska. Obszar ten, znany historycznie pod niemiecką nazwą Fraustadt (Miasto Pani, co stanowi bezpośrednie nawiązanie do patronatu maryjnego nad najstarszym w mieście obiektem sakralnym – Farą), stanowił w okresie Pierwszej Rzeczypospolitej jeden z najważniejszych ośrodków administracyjnych, gospodarczych, a w pewnych okresach nawet wielką scenę polityki międzynarodowej. W oparciu o rygorystyczny układ przestrzenny, niniejszy tekst poddaje szczegółowej dekonstrukcji topografię miasta. Integruje on nienaruszalną strukturę czternastu wyznaczonych punktów miejskich z dogłębnym kontekstem społeczno-politycznym, nie stroniąc przy tym od fascynujących detali, lokalnych anegdot oraz niekiedy czarnego humoru, z jakim historia obeszła się z niektórymi bohaterami tych ziem. Trasa stanowi analityczne kompendium, odsłaniające ukryte mechanizmy władzy, dyplomacji, teologii oraz krwawych konfliktów wczesnonowożytnej Europy.
Przedmieście Polskie
Analiza przestrzeni miejskiej Wschowy musi rozpocząć się poza obwodem jej średniowiecznych fortyfikacji, w strefie nieobjętej rygorystyczną numeracją wewnątrzmiejską, a mianowicie na Przedmieściu Polskim. Obszary przedmiejskie w miastach królewskich Rzeczypospolitej Obojga Narodów pełniły funkcję kluczowych stref buforowych – zarówno w sensie militarnym, jak i asymilacyjno-gospodarczym. To właśnie tutaj kumulował się kapitał ludzki i technologiczny, który napędzał potęgę miasta kupców i przemysłu, jakim była Wschowa.
Rozwój wschowskich przedmieść nierozerwalnie wiąże się z historią innowacji przemysłowych na ziemiach polskich. Dane historyczne z całą stanowczością wskazują, że to właśnie we Wschowie powstała pierwsza w Polsce nowożytna manufaktura farbiarska. Na czele tego awangardowego jak na owe czasy przedsiębiorstwa stanął osiadły w mieście włoski specjalista, Nicolo Bacaralli. Obecność Włochów na wielkopolsko-śląskim pograniczu uwydatnia niezwykłą sieć wczesnonowożytnych powiązań handlowych. Działalność Bacarallego dowodzi, że Wschowa nie opierała swojej potęgi wyłącznie na politycznych przywilejach królewskich, ale również na sprawnym transferze zachodnioeuropejskich technologii tekstylnych. Przemysł ten napędzał lokalną gospodarkę do tego stopnia, że miasto mogło konkurować z największymi ośrodkami rzemieślniczymi ówczesnej Europy Środkowej.
Przedmieścia Wschowy były jednak nie tylko zapleczem przemysłowym, ale również areną spektakularnych, a nierzadko niezwykle barwnych wydarzeń dyplomatycznych. To na obrzeżach miasta, w specjalnie do tego celu przygotowanych ogrodach (jak np. w ogrodach niejakiego Frantza Teupitza), obozowały zagraniczne poselstwa, dla których brakowało miejsca w ciasnym, ufortyfikowanym centrum. Szczególnie imponujący wymiar miały wizyty wysłanników Wysokiej Porty, czyli Imperium Osmańskiego. Zapisy historyczne szczegółowo dokumentują przyjazd tureckiej misji dyplomatycznej w lipcu 1737 roku pod przewodnictwem Mochardara Mustafy Effendiego, a następnie kolejnej, w 1755 roku, gdy do Wschowy wkroczył Hadży Ali Aga. Według pełnej zachwytu relacji kasztelana brzeskolitewskiego Marcina Matuszewicza, spisanej w jego „Diariuszu życia mego” z 1755 roku, tureckiemu posłowi asystowały dwa koronne regimenty saskie stacjonujące pod Wschową. Sam poseł wjeżdżał do miasta w otoczeniu wielkiej kawalkady rycerstwa polskiego, dumnie dosiadając niezwykle pięknego, kasztanowatego konia hetmańskiego. Tego typu uroczystości miały głęboki sens psychologiczny – demonstrowały potęgę dynastii saskiej (Wettinów) zarówno przed dumną polską szlachtą, jak i przed potężnym Imperium Osmańskim, czyniąc z przedmieść Wschowy teatr dyplomacji o globalnym zasięgu.
Jednakże tereny podmiejskie i okoliczne zaśnieżone pola to także sceneria jednej z najbardziej krwawych, decydujących i zarazem obfitujących w czarny humor potyczek III wojny północnej. 13 lutego 1706 roku, na terenach położonych między pobliskimi wsiami Dębową Łęką a Osową Sienią, rozegrała się słynna Bitwa pod Wschową (znana w szwedzkiej i niemieckiej historiografii jako bitwa pod Fraustadt). Naprzeciw siebie stanęły potężne wojska szwedzkie dowodzone przez wybitnego generała Carla Gustafa Rehnskiölda oraz połączone, choć fatalnie skoordynowane siły sasko-rosyjskie pod dowództwem Johanna Matthiasa von der Schulenburga.
Ciekawostka taktyczna: Analiza tej bitwy ujawnia fascynujące i tragikomiczne detale dotyczące ówczesnej psychologii pola walki. Wojska rosyjskie, mające stanowić wsparcie dla Sasów, były dramatycznie gorzej wyszkolone. Aby ukryć ten kłopotliwy fakt przed wprawnym okiem szwedzkich zwiadowców, dowództwo koalicji wpadło na pomysł tyleż innowacyjny, co absurdalny. Standardowe mundury piechoty rosyjskiej były w kolorze zielonym (z czerwoną podszewką), podczas gdy elitarna piechota saska nosiła mundury czerwone. Fortel polegał na tym, że tuż przed bitwą zmuszono rosyjskich żołnierzy do wywrócenia swoich płaszczy na lewą stronę, eksponując ich czerwoną podszewkę. Przez ten akt kamuflażu krawieckiego mieli upodobnić się do potężnych Sasów i odstraszyć Szwedów.
Niestety, na polu bitwy same kolory nie walczą. Szwedzi, stosując innowacyjną i bezwzględną taktykę uderzenia na broń białą z minimalnym użyciem muszkietów (tzw. taktyka karolińska), dosłownie zmietli siły koalicji w zaledwie dwie godziny. Ten krawiecki fortel okazał się tragiczny w skutkach. Bitwa zakończyła się katastrofalną klęską wojsk króla Augusta II, co w konsekwencji – jeszcze we wrześniu tego samego roku – zmusiło go do podpisania upokarzającego traktatu w Altranstädt i czasowej rezygnacji z polskiej korony na rzecz Stanisława Leszczyńskiego. Co więcej, w ramach bezwzględnego, wyrachowanego odwetu za wcześniejsze okrucieństwa, jakich armia rosyjska dopuszczała się w krajach bałtyckich, generał Rehnskiöld wydał po bitwie rozkaz wymordowania rosyjskich jeńców wojennych. Historyczne źródła mówią o egzekucji około 500 jeńców, co stanowi mroczny dowód na eskalację przemocy w wojnach wczesnonowożytnych.
Anegdota popkulturowa: Jako historyczną ciekawostkę należy odnotować błąd, jaki przydarzył się polskiej kinematografii. W słynnym filmie historycznym „Hrabina Cosel” z 1968 roku, w 47. minucie produkcji, ukazano sceny z bitwy pod Wschową. Na ekranie dumnie szarżuje sam król Szwecji, Karol XII, w którego brawurowo wcielił się młody Daniel Olbrychski. Jest to jednak uroczy anachronizm i całkowita licencja poetycka reżysera – Karol XII w tej bitwie w ogóle nie brał udziału. Znajdował się wtedy setki kilometrów dalej. Prawdą jest jedynie to, że szwedzki król przejeżdżał przez okolice Wschowy dwa lata wcześniej, w 1704 roku, zatrzymując się na nocleg w Osowej Sieni w związku z potyczką pod Tylewicami.
SPACER PO WSCHOWIE
Zapraszamy do zwiedzania
1. Ratusz i Rynek Wschowski
Przekraczając granicę dawnych murów, trasa prowadzi do serca miejskiego organizmu – Rynku, nad którym dumnie i nieco przyciężko dominuje Ratusz. Ratusz we Wschowie nie jest bynajmniej budowlą homogeniczną; stanowi raczej architektoniczny palimpsest, na którym kolejne stulecia, naznaczone głównie gigantycznymi pożarami, wymuszały ciągłe modyfikacje. Pierwsze udokumentowane wzmianki o siedzibie władz miejskich w tym miejscu pochodzą ze wczesnego średniowiecza, jednak na przestrzeni wieków budynek był wielokrotnie niszczony przez ogień, który w drewniano-murowanych miastach tamtej epoki stanowił najgroźniejsze ze zjawisk.
Dzisiejsza, niezwykle interesująca bryła ratusza jest efektem ostatecznej, gruntownej przebudowy przeprowadzonej w 1862 roku. Zastosowano wówczas styl eklektyczny z bardzo wyraźnymi, niemal rygorystycznymi cechami neogotyku angielskiego. Wybór takiej właśnie, dość egzotycznej jak na ten region stylistyki w połowie XIX wieku nie był przypadkowy. Wschowa znajdowała się wówczas pod zaborem pruskim. Zastosowanie form neogotyckich stanowiło z jednej strony hołd dla ogólnoeuropejskiej mody romantycznej, a z drugiej – próbę monumentalizacji nowoczesnej władzy pruskiej administracji, co miało wizualnie oddzielić nową epokę biurokratyczną od barokowo-sarmackiej przeszłości miasta.
A przeszłość ta była niezwykle świetna. Rynek, otaczający ratusz urokliwymi kamieniczkami, był świadkiem największej świetności politycznej miasta. To właśnie tutaj, w dobie unii polsko-saskiej, za panowania królów z dynastii Wettinów – Augusta II Mocnego i jego syna Augusta III – Wschowa pełniła funkcję nieoficjalnej stolicy Rzeczypospolitej. Królowie sascy uwielbiali się tu zatrzymywać ze względu na idealne, strategiczne położenie miasta na szlaku łączącym ich dziedziczne Drezno z Warszawą. W tych okresach miejski rynek zamieniał się w tętniące życiem centrum dyplomacji europejskiej. To tutaj odbywały się oficjalne posiedzenia senatu Rzeczypospolitej. Na Rynku tańczono eleganckie menuety, przyjmowano hołdy dyplomatów i knuto międzynarodowe intrygi.
2. Barokowe Kamieniczki
Bezpośrednio z historią królewską, saskim przepychem i dyplomatyczną wagą miasta wiąże się punkt drugi trasy – barokowe kamieniczki usytuowane przy Rynku oraz w jego najbliższym otoczeniu. Ich znaczenie wykraczało daleko poza standardowe funkcje mieszkalne dla bogatego patrycjatu. To właśnie ten kompleks budynków adaptowano na potrzeby dworu królewskiego podczas regularnego rezydowania monarchów we Wschowie.
Z zachowanych archiwaliów i opisów wynika, że w obrębie tych z pozoru zwykłych kamienic wydzielano ściśle wyspecjalizowane strefy wielkiej władzy. Od strony kościoła farnego stacjonował odwach, czyli posterunek gwardii wojskowej dbającej o bezpieczeństwo króla. Wewnątrz budynków znajdowała się reprezentacyjna Sala Senatorska, w której obradowali najważniejsi dostojnicy państwowi, a także sala audiencjonalna, gdzie król przyjmował hołdy. Ukryta głębiej znajdowała się prywatna sypialnia Najjaśniejszego Króla, obok której zlokalizowane były jadalnie przeznaczone do serwowania wykwintnych monarszych obiadów i kolacji. Co najważniejsze z punktu widzenia państwowości, w budynkach tych działała wielka kancelaria Królestwa. Oznacza to, że przez długie miesiące to właśnie z wnętrz tych wschowskich kamieniczek wychodziły dokumenty, dekrety i przywileje kształtujące politykę całej, potężnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Symbolem tej pełnej przepychu królewskiej epoki są dwa słynne, kamienne lwy ze Wschowy. Zostały one specjalnie wyrzeźbione z okazji pierwszej, niezwykle hucznej wizyty króla Augusta III, zaplanowanej na 4 lipca 1737 roku. Jeden z nich, uosabiający majestat władcy, dzierżył tarczę z herbem dynastii Wettinów i łacińską inskrypcją „PER TE PAX CIP” („Dzięki Tobie pokój”). Drugi lew trzymał tarczę z herbem miejskim Wschowy i dumnym napisem „IN TE HON(OR) 1733” („W Tobie zaszczyt 1733”). Współcześnie ich cenne oryginały przechowywane są w Muzeum Ziemi Wschowskiej.
Poruszając się w obrębie dawnych kamienic, w których dziś mieści się wschowskie muzeum, warto zwrócić uwagę na detale, które uświadamiają nam mentalność dawnych epok. Wiele z tych budowli ozdobionych jest inskrypcjami, lecz ta łacińska sentencja najbardziej chwyta za serce: „Ucz się żyć uczciwie, nikogo nie krzywdzić, każdemu oddawać to, co mu się należy”. Co zabawne, w muzealnych przestrzeniach wysokie rejestry moralne płynnie mieszają się z przyziemnymi rozkoszami podniebienia. Jak podpowiadają muzealni kustosze ustami maskotki „Lwa – znawcy kuchni”, dawne przyprawy z królewskich stołów mają zastosowanie do dziś: kwiat muszkatołowy (macis) doskonale komponuje się ze zmiksowanymi świeżymi pomidorami na upalne dni. To fascynujące, jak historia potrafi połączyć wielką dyplomację z kulinarną anegdotą.
3. Zamek Królewski
Znaczenie Wschowy jako miasta monarszego zyskuje ostateczne potwierdzenie w ruinach i mocno przekształconych murach Zamku Królewskiego. Choć budowla ta u schyłku XVIII wieku uległa drastycznej i dość niefortunnej przebudowie, w wyniku której bezpowrotnie utraciła swój pierwotny, potężny kształt architektoniczny, jej historyczne echo wciąż potężnie rezonuje w przestrzeni publicznej miasta. W XIX wieku, w okresie zaborów, pruscy administratorzy dokonali aktu ostatecznej profanacji tej historycznej rezydencji, wykorzystując jej dawne, królewskie fundamenty do wzniesienia rygorystycznego pruskiego więzienia. To brutalne przekształcenie przestrzeni reprezentacyjnej w przestrzeń absolutnej opresji i izolacji jest zjawiskiem niezwykle charakterystycznym dla polityki zaborczej.
Zanim jednak zamek popadł w ruinę i stał się carcerem, był świadkiem wydarzeń o kolosalnym znaczeniu geopolitycznym, o zabarwieniu niemalże dzisiejszych oper mydlanych. Najsłynniejszym wydarzeniem związanym z królewskim rezydowaniem we Wschowie był bez wątpienia ślub najwybitniejszego z polskich władców – króla Kazimierza Wielkiego z młodziutką księżniczką Jadwigą Żagańską. Choć zamek stanowił bazę logistyczną dla dworu, sama ceremonia sakralna odbyła się w pobliskiej farze 25 lutego 1365 roku.
Było to małżeństwo na wskroś skandaliczne, które wstrząsnęło ówczesną chrześcijańską Europą. Z punktu widzenia prawa kanonicznego związek ten był całkowicie nielegalny – był po prostu aktem królewskiej bigamii. Kazimierz Wielki formalnie wciąż pozostawał mężem żyjącej (choć odsuniętej od łoża) Adelajdy Hesyjskiej. Zrozumiałym jest zatem, że papież nigdy nie wyraził zgody na zawarcie tego nowego małżeństwa, a Kościół powszechny go nie uznawał.
Decyzja króla o poślubieniu młodszej o blisko czterdzieści lat księżniczki, córki księcia głogowsko-żagańskiego Henryka V Żelaznego, nie wynikała z nagłych porywów serca sędziwego władcy. Był to chłodno, wręcz cynicznie skalkulowany ruch geostrategiczny. Kazimierz Wielki dążył za wszelką cenę do umocnienia swoich wpływów na utraconym Śląsku. Fakt, że ten wielki akt dyplomatycznej niesubordynacji wobec papiestwa miał miejsce właśnie we Wschowie, dowodzi absolutnie kluczowego znaczenia tego nadgranicznego miasta na mapie Europy.
4. Mury Obronne i System Fortyfikacyjny
Bezpieczeństwo królewskiego zamku, rozwijającej się farbiarni Bacarallego, obradującego pod okiem Sasów senatu oraz bogatego patrycjatu musiało być zagwarantowane przez potężny system fortyfikacji miejskich. Pozostałości wschowskich murów do dziś stanowią niezwykle czytelny element w strukturze przestrzennej miasta.
W połowie XIII wieku system obronny Wschowy w niczym nie przypominał jeszcze potężnej, murowanej twierdzy. Archiwalia wskazują, że stanowił on wówczas dość prymitywną, hybrydową konstrukcję opartą głównie na wałach ziemnych oraz palisadach zbudowanych z drewnianych pali. Zasadniczy przełom budowlany nastąpił w epoce panowania wspomnianego już Kazimierza Wielkiego. Wtedy to miejski system obronny został gruntownie zmodernizowany i wzmocniony. Miasto zyskało solidne, ceglano-kamienne struktury, baszty i bramy, które pozwalały na odparcie wielotygodniowych nowożytnych oblężeń.
Integralną częścią tych murów były bramy miejskie, w tym wspaniała Brama Polska, przez którą przed wiekami z niebywałym przepychem wjeżdżali sascy monarchowie oraz egzotyczne poselstwa. Dzisiejsze, romantyczne pozostałości tych fortyfikacji są fizycznym dowodem na ciągłe poczucie zagrożenia, z jakim na co dzień musieli mierzyć się mieszkańcy miast pogranicza.
5. Kościół Farny (Kościół pw. Wniebowzięcia NMP oraz św. Stanisława Biskupa i Męczennika)
Gotycka fara we Wschowie to obiekt o potężnym ładunku historycznym, ściśle i nierozerwalnie powiązany z wielką polityką. Jak już wspomniano, to właśnie w murach tego kościoła, przed ołtarzem głównym – specjalnie i z wielkim przepychem udekorowanym na tę niebywałą okazję – król Kazimierz Wielki stanął w lutym 1365 roku, by pojąć za żonę księżniczkę Jadwigę Żagańską. Jak z nieukrywaną dumą odnotowują dawne kroniki, Wschowa nigdy wcześniej nie widziała uroczystości państwowej o takim rozmachu.
Architektura fary ewoluowała organicznie wraz z samym miastem, pochłaniając ogromne fundusze fundacyjne z bogacącego się na handlu i rzemiośle patrycjatu. Co ciekawe, w czasach saskich fara sąsiadowała z wojskowymi odwachami gwardii królewskiej, która pilnowała pobliskich barokowych kamieniczek. To bliskie sąsiedztwo zbrojnej straży i sacrum zacierało w pewnym sensie granicę między światem świeckim a duchowym. Należy również mocno podkreślić, że miasto i fara od samego początku swojego istnienia silnie wiązały się z kultem maryjnym. To właśnie z tego religijnego oddania wywodzi się historyczna, niemiecka nazwa miasta – Fraustadt (Miasto Pani).
6. Zespół Klasztorny Franciszkanów
Przechodząc w stronę ulicy Klasztornej 2, docieramy do niezwykłego pod względem architektonicznym Zespołu Klasztornego, dawniej należącego do prężnie działającego zakonu franciszkanów (w polskiej tradycji często zwanych bernardynami). Kompleks ten jest fascynującym przypadkiem architektonicznego synkretyzmu, wprawiającym w zdumienie niejednego historyka sztuki.
Ze względu na długotrwały i przerywany brakiem funduszy proces budowlany oraz późniejsze, liczne modernizacje, obiekt stanowi „prawdziwą mieszankę stylów”. Zewnętrzna, monumentalna bryła klasztoru wyraźnie odwołuje się do surowych tradycji gotyckich. Prawdziwy estetyczny szok poznawczy kryje się jednak wewnątrz murów. Przestrzeń wewnętrzna świątyni klasztornej została w całości utrzymana w duchu frywolnego, bogato zdobionego, wręcz teatralnego rokoka. Ten dysonans – surowy, niemal militarny gotyk na zewnątrz i lekkie, rokokowe wnętrze – stanowi idealną metaforę samej Wschowy: miasta potężnych murów obronnych skrywających w swoim łonie wyrafinowane salony i sale balowe.
W skład tego rozległego kompleksu wchodzi nie tylko kościół, ale również rozbudowana część gospodarcza oraz wspaniały ogród klasztorny. Należy pamiętać, że klasztory tego typu w dawnej Rzeczypospolitej, poza funkcją czysto duszpasterską, stanowiły samowystarczalne przedsiębiorstwa rolno-przemysłowe.
7. Rezydencja Jezuicka i Dawna Mennica Królewska
Trasa miejska kieruje nas następnie w stronę dawnej Rezydencji Jezuickiej oraz obiektów nierozerwalnie powiązanych z historią dawnej mennicy królewskiej we Wschowie. Obecność Towarzystwa Jezusowego w tym mieście była klasycznym, książkowym wręcz przejawem ofensywy kontrreformacyjnej. Zakon ten był celowo sprowadzany do kluczowych ośrodków miejskich w celu bezpośredniej, intelektualnej konfrontacji z silnymi ruchami protestanckimi.
Jeszcze bardziej fascynującym aspektem gospodarczym tej strefy miasta jest wielowiekowa tradycja wschowskiego mennictwa. Wschowa posiadała zaszczytny status mennicy królewskiej, co stanowiło jeden z absolutnie najwyższych przywilejów fiskalnych w dawnej Polsce. Bito tu między innymi słynne trojaki, w tym poszukiwane dziś przez kolekcjonerów piękne egzemplarze z czasów panowania Zygmunta III Wazy, datowane na lata 1601 i 1605.
Ciekawostka numizmatyczna: Na pozornie banalne pytanie zwiedzających: dlaczego monety bito w kształcie okrągłym?, źródła historyczne odpowiadają z całą stanowczością. Wynikało to z czystej pragmatyki. Okrągły kształt zapobiegał kaleczeniu rąk kupców podczas liczenia fortun, a co ważniejsze, gładkie brzegi uniemożliwiały przecinanie i niszczenie drogocennych skórzanych sakiewek. Dodatkowo, chronił on przed nagminnym procederem „obrzynania” monet ze srebra.
Mennica we Wschowie nie była zatem tylko zwykłym zakładem rzemieślniczym – była instytucją strzegącą stabilności walutowej całego państwa. Co więcej, fascynująca jest ewolucja bitych tam tarcz herbowych: od ostro zakończonych, wypukłych tarcz typu francuskiego, poprzez zaokrąglone tarcze typu hiszpańskiego, aż po charakterystyczne, późniejsze tarcze typu niemieckiego. Dowodzi to, że rzemieślnicy pracujący we Wschowie byli na bieżąco z najnowszymi europejskimi trendami w sztuce grawerskiej.
8. Kripplein Christi (Żłóbek Chrystusa)
Zbliżając się do zagadnień z pogranicza teologii, literatury i ludzkich dramatów, nie sposób na trasie wschowskiej ominąć obiektu o dźwięcznej nazwie Kripplein Christi, co w tłumaczeniu oznacza Żłóbek Chrystusa. Świątynia ta jest wręcz symbiotycznie związana z życiem, działalnością i charyzmą jednej z najważniejszych, a z pewnością najszlachetniejszych postaci w całej historii Wschowy – pastora Valeriusa Herbergera.
Herberger, urodzony na tej ziemi wybitny ewangelicki teolog, myśliciel i poeta, nazywany był przez współczesnych z najwyższym szacunkiem „Małym Lutrem”. Jego niezłomna, heroiczna postawa objawiła się najdobitniej w najczarniejszych dniach w historii Wschowy. W czasach, gdy miasto trawiły bezlitosne działania zbrojne (m.in. początki wojny trzydziestoletniej), a populację dziesiątkowały potworne epidemie dżumy i cholery, Herberger odmówił ucieczki w bezpieczniejsze rejony. Z narażeniem własnego życia pozostawał w mieście, wchodząc do zadżumionych domów, by nieść ostatnie wsparcie duchowe i materialne konającym i zdesperowanym mieszkańcom.
Zbudowana wysiłkiem ewangelików świątynia Kripplein Christi stała się w tym czasie czymś znacznie więcej niż tylko budynkiem sakralnym – stanowiła azyl, szpital dusz i ostateczny symbol przetrwania ewangelickiej tożsamości Fraustadt. Warto jako ciekawostkę nadmienić, że w tym samym czasie, w tutejszej znakomitej szkole łacińskiej, pobierał nauki młody Andreas Gryphius – późniejszy wybitny przedstawiciel śląskiej szkoły poetyckiej. To, że w murach jednego nadgranicznego miasta mijali się tak wybitni myśliciele jak Herberger i Gryphius, jest najlepszym dowodem na to, że XVII-wieczna Wschowa była prężnym, żywym ośrodkiem życia intelektualnego.
Aby jednak w pełni zrozumieć schizofreniczną wręcz mentalność tamtej epoki, musimy pamiętać, że XVII wiek to czas głębokich niepokojów. Równolegle z rozwojem wyrafinowanej poezji Gryphiusa i głębokiej teologii Herbergera, niedaleko Wschowy i w wielu innych rejonach Rzeczypospolitej dymiły stosy. Analizy historyczne dowodzą, że lata 80. i 90. XVII wieku to tragiczne apogeum procesów o czary w Polsce.
9. Lapidarium (Staromiejski Cmentarz Ewangelicki)
Zgodnie z rygorem strukturalnym i historycznym tej badanej przestrzeni miejskiej, obiekt ten bezwzględnie nosi zaszczytny numer dziewiąty na mapie dziedzictwa Wschowy.
Lapidarium Rzeźby Nagrobnej we Wschowie to nie tylko niezwykle urokliwa, owiana melancholią zabytkowa nekropolia pochodząca z początku XVII wieku, stanowiąca najwyższej klasy zabytek sztuki sepulkralnej. To przede wszystkim materialny pomnik wielkiej rewolucji urbanistycznej, teologicznej i sanitarnej, której echa odbiły się w skali całego kraju. O przełomowej wadze tego miejsca świadczy bezsprzecznie fakt, że jest to pierwsza w całej Rzeczypospolitej realizacja nowożytnego cmentarza wytyczonego celowo poza obwodem murów miejskich.
Radykalna decyzja o utworzeniu tego cmentarza w takiej właśnie lokalizacji była podyktowana przenikliwością umysłu wspomnianego wcześniej Valeriusa Herbergera. Aż do początku XVII wieku w tradycji chrześcijańskiej całej Europy panował nienaruszalny dogmat, nakazujący chowanie zmarłych w jak najściślejszym sąsiedztwie strefy sacrum – w kryptach pod posadzkami kościołów lub na niezwykle ciasnych cmentarzach bezpośrednio okalających świątynie. W miastach takich jak Wschowa, gęsto zabudowanych i wielokrotnie nawiedzanych przez zarazy, praktyka ta prowadziła do katastrofalnych, przerażających skutków sanitarnych.
Herberger, opierając się na postępowych jak na owe czasy względach higienicznych, ale również czerpiąc głęboką architektoniczną i ideową inspirację z włoskich cmentarzy renesansowych typu Campo Santo, zdołał przeforsować rewolucyjną ideę wyprowadzenia zmarłych poza ścisły obręb grodu. W ówczesnych realiach było to posunięcie awangardowe i wymagało ogromnej odwagi i charyzmy, by przekonać przerażonych parafian, że zmarły pochowany za murem miejskim nadal spoczywa w ziemi uświęconej. Z czasem to pionierskie, sanitarne rozwiązanie wschowskie stało się oczywistym standardem w całej Europie. Współcześnie wschowskie Lapidarium stanowi unikalny w skali kontynentu park pamięci, pełen wspaniałych barokowych, rokokowych, nierzadko porośniętych bluszczem epitafiów bogatego patrycjatu ewangelickiego.
10. Wieża Ciśnień
Znaczne chronologiczne przesunięcie w stronę prężnej epoki rewolucji przemysłowej i wielkiej inżynierii ilustruje dziesiąty punkt trasy – wschowska Wieża Ciśnień. Tego typu skomplikowane, masywne konstrukcje inżynieryjne zaczęły masowo pojawiać się na ziemiach polskich dopiero z początkiem lat 80. XIX wieku. Ich budowa była bezpośrednim efektem wdrażania nowoczesnych, scentralizowanych systemów wodociągowych. Sieci te diametralnie i nieodwracalnie poprawiły tragiczne dotąd warunki sanitarne w szybko rozwijających się, przeludnionych organizmach miejskich, stanowiąc w końcu ostateczny, medyczny triumf nad morowym powietrzem i epidemiami brudnej wody, z którymi jeszcze w XVII wieku tak bohatersko mierzył się pastor Herberger.
Mimo że na przełomie wieków w całej Europie wzniesiono setki podobnych obiektów ceglanych, wieża ciśnień zlokalizowana we Wschowie jest bez wątpienia powszechnie uznawana przez badaczy architektury industrialnej za jedną z najbardziej reprezentacyjnych, urokliwych i po prostu bardzo fotogenicznych. Jej niezwykle smukła, strzelista, wręcz bajkowa sylwetka majestatycznie góruje nad bliższą i dalszą okolicą. Obiekt ten dobitnie udowadnia tezę, że znakomita inżynieria przełomu wieków w żadnym stopniu nie odżegnywała się od dbałości o wysoką jakość estetyczną, płynnie łącząc surową, nudną funkcję hydrotechniczną z pełną rozmachu, neogotycką architekturą w cegle.
11. Kościół św. Jerzego w Przyczynie Górnej
Ten punkt trasy wymaga krótkiego, pieszego opuszczenia ścisłego centrum, by dotrzeć do leżącej na obrzeżach Przyczyny Górnej. Znajduje się tam bowiem potocznie nazywany w okolicy „czerwonym kościołem” przepiękny Kościół pw. św. Jerzego. W skali regionalnej jest to jeden z absolutnie najstarszych i z pewnością najcenniejszych zachowanych obiektów zabytkowych na terytorium całego obecnego powiatu wschowskiego.
Historia tego zagadkowego miejsca sięga bardzo głębokiego średniowiecza. Sama miejscowość jest precyzyjnie wymieniona już w oficjalnym dokumencie wydanym przez księcia Władysława Odonica z 29 lipca 1210 roku. Z kolei sama świątynia św. Jerzego, konsekwentnie utrzymana w proporcjonalnym stylu gotyckim, została wzniesiona najprawdopodobniej pod koniec XIII lub najpóźniej na początku XIV wieku. Słynne, potoczne określenie „czerwony kościół” wywodzi się bezpośrednio i dosłownie z surowości zewnętrznej fasady – średniowieczna budowla została bowiem solidnie wzniesiona z surowej, nieotynkowanej, ręcznie wypalanej cegły.
Wnętrze tego z pozoru niewielkiego kościółka kryje prawdziwe skarby, ocalone wbrew historii. W latach 1578–1642, w burzliwych czasach reformacji, świątynia znajdowała się w rękach lokalnych rzesz ewangelickich. Pomimo tych zmian własnościowych, pod tynkami zachowały się niezwykle cenne, XV-wieczne oryginalne gotyckie polichromie. O skali wartości wnętrza niech świadczy chociażby fakt istnienia autentycznych, ciężkich, żelaznych, XV-wiecznych okuć na wspaniałych, gotyckich drzwiach prowadzących do zakrystii.
Wokół kościoła toczyło się także burzliwe życie konserwatorskie, które samo w sobie stanowi anegdotę. Wyjątkowo ciekawy jest los dawnego, późnogotyckiego ołtarza głównego. Ten rzeźbiarski cud powstał pierwotnie pod koniec XV wieku dla odległego kościoła w Dębnie nad Wartą. Następnie, w wyniku silnych ruchów rekatolicyzacyjnych po 1642 roku, ambitny proboszcz ks. Krzysztof Żegocki kazał przetransportować ten ołtarz z Dębna do Przyczyny Górnej, by przywrócić jej katolicki splendor. Ostatecznie, w imię zachowania dziedzictwa, został w XIX wieku zarekwirowany i przeniesiony do Muzeum Archidiecezjalnego w Poznaniu, gdzie znajduje się do dziś. Aby dopełnić obrazu tego wyjątkowego miejsca, wystarczy podnieść wzrok na wieżę, na której szczycie do dziś obraca się z wiatrem stary, blaszany wiatrowskaz w klasycznym kształcie kura.
12. Kościół pw. Świętej Trójcy
Dwunasty punkt na trasie miejskiej brutalnie wyrywa nas z barokowych i renesansowych rozmyślań, przenosząc w zupełnie inną epokę architektonicznego rygoru. Kościół pw. Świętej Trójcy to budowla wzniesiona stosunkowo bardzo późno, bo w latach 1837–1839. Tym, co czyni ten z pozoru surowy obiekt bezcennym zabytkiem, jest postać jego głównego projektanta. Plany architektoniczne wyszły bowiem prosto spod ręki Karla Friedricha Schinkela – postaci absolutnie monumentalnej dla historii sztuki i architektury całego XIX wieku.
Schinkel przez współczesnych publicystów historycznych i badaczy architektury jest często nazywany z przymrużeniem oka „Versace XIX-wiecznej architektury”. To publicystyczne, nieco anachroniczne sformułowanie doskonale jednak oddaje status, modę na jego usługi oraz gigantyczny rozmach, z jakim działał ten pruski arcymistrz. Był on twórcą projektującym najbardziej elitarne, reprezentacyjne obiekty o kluczowym znaczeniu w niemal całej Europie Środkowej, to on w głównej mierze ukształtował wielki, klasycystyczno-romantyczny pejzaż dzisiejszego, monumentalnego Berlina. Fakt, że twórca o takiej niewyobrażalnej renomie zaprojektował wielką świątynię w prowincjonalnej, choć bogatej we wspaniałą przeszłość Wschowie, dowodzi ponad wszelką wątpliwość, że miasto to nadal cieszyło się ogromnym, prestiżowym statusem w obrębie XIX-wiecznego państwa pruskiego.
13. Pomnik Jana Nepomucena
Trzynasty przystanek na miejskim szlaku to obowiązkowy, klasyczny element krajobrazu niemal wszystkich miast wywodzących się z tradycji dawnej monarchii habsburskiej oraz terytoriów silnie naznaczonych triumfującą kontrreformacją. Mowa o znajdującym się we Wschowie Pomniku św. Jana Nepomucena. Ten czeski duchowny z XIV wieku, który został oficjalnie kanonizowany stosunkowo późno, bo dopiero w roku 1729, stał się jednym z najpopularniejszych świętych na kontynencie. Nepomucen zyskał wielką sławę w całej Europie przede wszystkim dzięki swojemu wysoce moralnemu, pełnemu cnót i rygoryzmu życiu oraz absolutnie wybitnym kazaniom, które przyciągały tłumy.
Jednakże to nie krasomówstwo zapewniło mu nieśmiertelność i tysiące kamiennych pomników na europejskich placach, lecz jego legendarna męczeńska śmierć. Jan Nepomucen zapłacił cenę najwyższą za niezłomną odmowę złamania absolutnej tajemnicy spowiedzi. Zgodnie z utrwaloną tradycją, ówczesny wybuchowy czeski król, Wacław IV Luksemburski, bezwzględnie domagał się od kapłana wyjawienia intymnych grzechów i politycznych sekretów swojej żony, królowej Zofii, której Nepomucen był spowiednikiem. Bezwzględna postawa księdza doprowadziła władcę do wściekłości, skutkiem czego Nepomucen został poddany straszliwym torturom, a na koniec utopiony w nurtach praskiej Wełtawy. Pomniki tego świętego, z palcem często przyłożonym do ust na znak milczenia, lokowano tradycyjnie przy mostach, rozwidleniach rzek, by chroniły przed powodziami, ale stanowiły one równocześnie potężny manifest niezależności Kościoła katolickiego od kaprysów władzy świeckiej. Wschowski pomnik jest wspaniałym, materialnym świadectwem niezwykle silnych wpływów czeskich i habsburskich, które przez całe wieki przenikały się w tym unikalnym regionie z kulturą polską, śląską i wielkopolską.
14. Fontanna Miejska
Kierując się na ulicę Łazienną, natrafiamy na kolejny punkt naszej trasy – ośmioboczną Fontannę Miejską. Obiekt ten, z którego zbawiennego chłodu do dziś w letnie dni mogą korzystać turyści, został wzniesiony w pierwszej połowie XVIII wieku, dokładnie na miejscu dawnej studni miejskiej (stanowiącej element pierwszego miejskiego wodociągu poprowadzonego w 1532 roku). Dla dawnych mieszkańców dostęp do bezpiecznej, czystej wody wewnątrz obwarowań był kwestią całkowicie strategiczną, determinującą biologiczne przetrwanie populacji.
Główną ozdobą fontanny jest wyrastająca z postumentu oplecionego przez węża piękna, rokokowa rzeźba. Przedstawia ona alegoryczną postać kobiety w zbroi (pancerzu-gorsecie), ze wspaniałą koroną na głowie i płaszczem przerzuconym przez ramię. Postać ta dumnie dzierży w prawej dłoni proporzec z herbem Wschowy, a lewą ręką wspiera się na tarczy.
Warto zaznaczyć, że dzisiejsza, efektowna figura wieńcząca fontannę to w rzeczywistości doskonała kopia. Została ona pieczołowicie odtworzona w czasach współczesnych przez zdolnego lokalnego rzeźbiarza, Mirosława Pateckiego. Oryginalna, urokliwa XVIII-wieczna rzeźba w pełni zachowała się do naszych czasów i jest bezpiecznie przechowywana pod dachem Muzeum Ziemi Wschowskiej. Proces zastępowania bezcennych zabytków w otwartej przestrzeni ich perfekcyjnymi kopiami jest optymalnym kompromisem, chroniącym wrażliwe oryginały przed destrukcyjnym działaniem czynników atmosferycznych i destrukcyjnych zanieczyszczeń organicznych, takich jak porosty czy glony.